ADAM  HANCZYNkonsultant biznesowy
Baza wiedzy
AUTOMATYZACJA · 23

Nie kupuj kolejnego „wdrożenia AI". Najpierw znajdź 5 czynności, które zjadają Ci tydzień

Kupiłeś narzędzie, a oferty dalej przepisujesz wieczorem sam? Automatyzacja bez opisanego procesu przyspiesza tylko bałagan. Zacznij od listy pięciu czynności, które naprawdę zjadają Twój tydzień.

AUTOMATYZACJA4 MIN
Nie kupuj kolejnego „wdrożenia AI". Najpierw znajdź 5 czynności, które zjadają Ci tydzień

Automatyzacja bez procesu to przyspieszony chaos. Mimo to właściciele firm co kwartał kupują „wdrożenie AI", jakby kupowali nowy ekspres do kawy: ma działać, ma robić wrażenie, a efekt ma pojawić się sam.

Znam ten układ z wielu firm. Ktoś z otoczenia pokazuje demo, ktoś inny rzuca, że konkurencja już „jedzie na agentach", i w budżecie pojawia się pozycja, której nikt nie umie uzasadnić liczbami. Po trzech miesiącach narzędzie istnieje, subskrypcja się odnawia, a właściciel dalej wieczorem sam przepisuje oferty.

Co tak naprawdę kupujesz, kiedy kupujesz „AI"?

Kupujesz obietnicę, że ktoś inny uporządkuje to, czego sam nie opisałeś. Algorytm nie wie, kiedy oferta jest „gotowa do wysłania", kto ją zatwierdza ani co robić, gdy klient zmienia zakres. Jeśli Ty tego nie wiesz, a Twój zespół każdą ofertę robi inaczej, narzędzie zautomatyzuje właśnie ten bałagan. Szybciej, taniej i na większą skalę. Gratulacje.

Dostawca wdrożenia ma w tym własny interes: sprzeda integrację, szkolenie i abonament, a pytanie „który proces naprawdę boli" zostawi Tobie. To nie złośliwość, tylko model biznesowy. Płacisz za rozwiązanie, zanim ktokolwiek zdefiniował problem. Nie twierdzę, że dostawcy kłamią. Twierdzę, że koszt źle dobranego narzędzia poniesiesz wyłącznie Ty, i to nie raz, tylko co miesiąc.

Dlaczego to się powtarza w kółko:

Mechanizm jest nudny i dlatego skuteczny. Czynności, które zjadają tydzień właściciela i jego ludzi, są rozsypane w drobnych kawałkach: dziesięć minut tu, kwadrans tam, mail do przepisania do arkusza, arkusz do przepisania do faktury. Nikt tego nie liczy, bo żaden pojedynczy kawałek nie boli. Boli suma, a sumy nikt nie widzi. Dlatego decyzje o automatyzacji zapadają pod wpływem wrażenia, nie pomiaru: głośne narzędzie wygrywa z nudnym, ale kosztownym problemem.

Do tego dochodzi wygoda ego. Zakup narzędzia to decyzja jednorazowa i przyjemna. Spisanie własnego procesu oznacza przyznanie, że przez lata firma działała na pamięci jednej osoby i dobrej woli właściciela. Łatwiej kupić licencję, niż to przyznać.

Co zrobić w tym tygodniu, zanim wydasz złotówkę:

Krok pierwszy: przez pięć dni zapisuj każdą powtarzalną czynność, która zajmuje Tobie albo Twoim ludziom więcej niż dziesięć minut. Zwykły arkusz, trzy kolumny: co, ile razy w tygodniu, ile minut. Bez idealnej dokładności. Jeśli nie wiesz, jak szukać własnego czasu, audyt własnego czasu rozpisuje ten ruch krok po kroku.

Krok drugi: w piątek policz. Wymnóż częstotliwość przez czas, posortuj od największej pozycji i weź pięć z góry. To jest Twoja lista kandydatów do automatyzacji. Znam ten układ z wielu firm: zwykle kilka pozycji to przepisywanie danych z miejsca A do miejsca B, jedna to odpowiadanie na te same pytania klientów, a jedna to raport, który ktoś robi, bo „zawsze się robiło".

Krok trzeci: każdą z pięciu czynności opisz jednym zdaniem. Kto, kiedy, co dostaje na wejściu, co ma wyjść i po czym poznać, że jest zrobione dobrze. Jeśli nie umiesz tego napisać, nie masz czego automatyzować, masz coś do uporządkowania. Zacznij od tego, nawet jeśli dotąd nic nie zapisano, a pomoże Ci mapowanie procesu, którego nikt nigdy nie zapisał.

Jak ocenić, czy automatyzacja się opłaci?

Krok czwarty: do każdej z pięciu pozycji zadaj trzy pytania. Czy czynność jest powtarzalna i ma stałe reguły? Czy błąd kosztuje niewiele? Czy czas, który zjada, pomnożony przez stawkę osoby, która ją wykonuje, przekracza roczny koszt narzędzia i wdrożenia? Przykład, liczby poglądowe: ktoś traci cztery godziny tygodniowo na przepisywanie zamówień, a jego godzina kosztuje firmę 80 zł. Rocznie to około 16 tysięcy złotych. Narzędzie za 3 tysiące i wdrożenie za 5 tysięcy ma sens. Wdrożenie za 40 tysięcy już nie, chyba że problem jest większy, niż myślisz.

Czasem właściwa odpowiedź brzmi: nie automatyzuj, przestań to robić. Spora część raportów i spotkań statusowych nie służy żadnej decyzji, więc najtańsza automatyzacja to skreślenie czynności z listy, zanim ktokolwiek ją zaprogramuje.

Gdzie AI naprawdę robi robotę:

Tam, gdzie proces jest już opisany i stabilny. Streszczanie dokumentów, sortowanie maili, przygotowywanie pierwszych wersji odpowiedzi, wyciąganie danych z faktur: w takich zadaniach dobrze ustawione narzędzie potrafi oszczędzić godziny, bo ma jasną instrukcję i człowieka, który sprawdza wynik. Zasada jest prosta: AI przejmuje czynność, człowiek zostaje właścicielem rezultatu. Odwrotnie wychodzi drogo i boleśnie. Nie obiecuję, że u Ciebie zadziała tak samo, bo to zależy od tego, co wyjdzie z Twojej listy.

Wdrożenie AI nie jest głupie. Głupie jest kupowanie go przed zrobieniem listy. Jeśli chcesz przejść ten proces z kimś, kto zacznie od Twoich liczb, a nie od katalogu narzędzi, wypełnij formularz kwalifikacyjny. Pracuję z właścicielami, którzy chcą wyników, a nie kolejnej subskrypcji.

Następny

Chaos decyzyjny w firmie — ukryty koszt wzrostu

W wielu firmach koszt nie wynika już z samego poziomu wynagrodzeń, tylko z tego, że każda sprawa o większym ciężarze wraca na biurko właściciela albo członka zarządu. Wtedy zespół …

Czytaj dalej

Widzisz ten sam problem u siebie?

Jeśli temat ma ciężar biznesowy, wypełnij formularz kwalifikacyjny.

Wejdź do kwalifikacji