Adam Hanczyn

Przeciążenie właściciela

Jeśli każda trudniejsza sprawa wraca do właściciela, to nie masz zespołu. Masz kolejkę.

Dlaczego sprawy wracające do właściciela nie świadczą o zaangażowaniu, tylko o źle ustawionej odpowiedzialności i słabym systemie pracy.

Kolejka zaczyna się od źle ustawionej odpowiedzialności.

Właściciel często ma wrażenie, że bez niego wiele tematów po prostu się nie domknie. Część firm traktuje to jak dowód jakości albo zaangażowania. W praktyce to najczęściej sygnał, że organizacja nie ma dobrze ustawionych granic odpowiedzialności.

Ludzie pytają, bo nie wiedzą, gdzie kończy się ich mandat. Menedżerowie eskalują, bo nie mają jasnych kryteriów decyzji. Właściciel odpowiada, bo szybciej zrobić to samemu niż poprawiać cudze błędy. I tak powstaje kolejka, która rośnie razem z firmą.

Zaangażowanie właściciela bywa mylone z kontrolą jakości.

Wielu przedsiębiorców mówi: „u mnie to działa, bo wszystko przechodzi przeze mnie”. To nie jest model działania. To jest model kompensacji. Firma jedzie na ręcznym spinaniu jakości przez jedną osobę, a nie na systemie, który tę jakość utrzymuje.

Problem pojawia się wtedy, gdy rośnie liczba klientów, ludzi i zależności. To, co przy małej skali wyglądało jak dbałość, przy większej skali zaczyna przypominać korek. Właściciel już nie zwiększa jakości. Zaczyna ograniczać przepustowość.

Dobry zespół też nie udźwignie złej konstrukcji pracy.

Samo doświadczenie ludzi nie wystarczy, jeśli codzienny układ pracy premiuje zależność od jednej osoby. Nawet mocni ludzie zaczną pracować ostrożnie, reaktywnie i z nadmiernym zabezpieczaniem decyzji, jeśli każda pomyłka kończy się odebraniem im sprawczości.

To dlatego problem zwykle nie leży w tym, że zespół jest za słaby. Problem leży w tym, że firma nie daje mu warunków do dojrzewania operacyjnego. Bez jasnych ról, standardów i granic odpowiedzialności ludzie nie budują samodzielności. Budują nawyk eskalacji.

Po czym poznać, że firma pracuje na kolejce.

Najprostszy test brzmi: co dzieje się z trudniejszą sprawą, kiedy właściciel jest dwa dni niedostępny. Jeśli tematy stają, firma nie ma zespołu. Ma system, który czeka na jedną osobę. To samo widać, gdy menedżer bez właściciela nie chce zatwierdzić rabatu, rozwiązać konfliktu albo domknąć reklamacji.

Kolejka ujawnia się też w kalendarzu. Coraz więcej spotkań służy tylko temu, żeby przesunąć decyzje z jednego miejsca do drugiego. Wtedy ludzie są zajęci, ale firma nie staje się bardziej sterowna. Staje się bardziej zależna.

Zespół zaczyna istnieć dopiero wtedy, gdy umie domykać.

Prawdziwy zespół nie polega na tym, że wszyscy są mili, zaangażowani i obecni. Polega na tym, że ludzie rozumieją odpowiedzialność, potrafią podjąć właściwą decyzję i biorą ciężar jej konsekwencji na swój poziom. Dopiero wtedy właściciel przestaje być centralą przełączeniową.

Jeżeli chcesz zbudować zespół, nie pytaj najpierw, kto jest lojalny. Pytaj, które decyzje mogą zostać niżej, jakie standardy są potrzebne i co dziś wraca do góry bez sensu. Zespół nie zaczyna się od rekrutacji. Zaczyna się od konstrukcji odpowiedzialności.

Dalsze czytanie

Powiązane tematy z bazy wiedzy

Zobacz całe archiwum